Pol jedynie wzruszył ramionami. – To było kiedyś. Teraz wszystko się zmieniło. Ona nic nie wnosi do naszego życia. Siedzi tylko i maluje, marnując czas – powiedział, krzyżując ręce na piersiach.
Starałam się mu wytłumaczyć, że dla babci malowanie to nie tylko pasja, ale i sposób na radzenie sobie z trudnymi chwilami. On jednak pozostał niewzruszony. – To tylko sentymentalne brednie. Ja muszę myśleć o przyszłości, a nie o tym, co jej się teraz podoba. Nie stać nas na taki ciężar – dodał sucho.
Jego słowa ugodziły mnie prosto w serce. Uświadomiłam sobie, że w jego oczach babcia nie była już ukochaną osobą, lecz problemem, którego chciał się pozbyć. Wiedziałam, że nie zmienię jego nastawienia, ale mogłam zrobić wszystko, by babcia czuła się kochana i szanowana.
Z biegiem czasu napięcie między nami rosło. Babcia stawała się coraz bardziej milcząca, a ja coraz częściej widziałam, jak ociera ukradkiem łzy, myśląc, że nikt tego nie zauważa. Malowanie stało się dla niej jedyną ucieczką, sposobem na odnalezienie spokoju w świecie, który nagle przestał ją akceptować.
Aż pewnego dnia Pol zadzwonił ponownie. – Rachel, ona musi się wyprowadzić. Nie mogę tego dłużej znosić – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Zacisnęłam palce na telefonie. – A gdzie ma pójść? – zapytałam cicho, starając się zachować opanowanie.
– Niech zamieszka u ciebie, skoro tak bardzo jej bronisz – rzucił bez emocji.
Nie wahałam się ani chwili. Przyjęłam babcię pod swój dach, choć jego słowa jeszcze długo odbijały mi się echem w głowie. Jak mógł być tak okrutny wobec osoby, której tak wiele zawdzięczał?
Zorganizowałam dla niej pokój, w którym mogła w spokoju malować i czuć się bezpieczna. Gdy się wprowadziła, spojrzała na mnie ze łzami w oczach. – Rachel, dziękuję ci. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła – wyszeptała.
Objęłam ją mocno. – Babciu, to twój dom. Zawsze będziesz tutaj mile widziana.
Powoli zaczęła odzyskiwać radość życia. Moje dzieci z zachwytem oglądały każdy nowy obraz, a ja pomogłam jej wystawić prace w internecie. Ku naszemu zdziwieniu, zainteresowanie było ogromne. Wkrótce otrzymała propozycję własnej wystawy.
– Rachel, nie uwierzysz! Chcą pokazać moje obrazy! – powiedziała drżącym głosem, nie mogąc ukryć wzruszenia.
Objęłam ją mocno. – Babciu, w pełni na to zasługujesz. To twój czas!
Wystawa okazała się spektakularnym sukcesem. Obrazy sprzedały się niemal w całości, a kolejne zamówienia zaczęły napływać jedno po drugim. Zyskała finansową niezależność i pokazała, że nigdy nie jest za późno, by spełniać marzenia.
Kiedy wieść o jej sukcesie dotarła do Pola, przyszedł do niej po raz pierwszy od miesięcy. – Babciu… przepraszam – powiedział cicho, unikając jej wzroku.
Spojrzała na niego chłodno. – Twoje przeprosiny przyszły za późno, Pol. Pokazałeś mi, kim naprawdę jesteś, kiedy wyrzuciłeś mnie z domu. Nie interesowałeś się mną, dopóki nie zobaczyłeś mojego sukcesu. Rodzina to nie korzyści, tylko wsparcie, którego mi odmówiłeś.
Opadły mu ramiona. Wiedział, że stracił coś cennego.
Dla mnie i babci był to jednak nowy początek. Każdy jej obraz przypominał mi, że prawdziwa wartość rodziny nie tkwi w tym, co możemy z niej wyciągnąć, lecz w tym, co jesteśmy gotowi ofiarować.