Wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie – od telefonu od mojego syna. Michał, mój jedyny, ukochany chłopiec, oznajmił mi, że zamierza się ożenić. A ja, będąc tysiące kilometrów dalej, w Ameryce, poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg.
Po jego wyjeździe na studia postanowiłam wyjechać za ocean. Chciałam zarobić, stanąć finansowo na nogi, spełnić marzenie – kupić Michałowi mieszkanie i samochód, żeby łatwiej wszedł w dorosłość. Michał studiował, ja pracowałam – wszystko wydawało się być na właściwym torze. Codziennie dzwoniliśmy do siebie. Mieliśmy bliski kontakt, mimo odległości.
I wtedy ten telefon.
– Mamo, chcę się ożenić.
Zamarłam. Zaczęłam dopytywać. Okazało się, że wybranką Michała jest kobieta o siedem lat starsza. I ma już dziecko z poprzedniego związku.
Nie potrafiłam ukryć swojego niepokoju. Zawsze marzyłam, że Michał zwiąże się z kimś młodym, bez bagażu przeszłości. Zareagowałam impulsywnie. Może zbyt impulsywnie.
– Jak możesz podejmować takie decyzje?! Przecież jeszcze niczego nie osiągnąłeś. Studiujesz, nie masz oszczędności, a chcesz brać odpowiedzialność za rodzinę?
– Mamo, nie potrzebuję twoich pieniędzy. Już pracuję zdalnie, radzę sobie. I jestem pewien, że chcę z nią być. Z Natalią i jej synkiem.
Byłam w szoku. Michał mówił do mnie jak dorosły mężczyzna. Jak ktoś, kto wie, czego chce. Choć serce matki krzyczało „nie!”, jego słowa uderzyły mnie w samo sedno.
– Zawsze mnie uczyłaś, że mężczyzna powinien być odpowiedzialny. Że jeśli kogoś kocha, powinien o niego dbać. Czy nie tego mnie nauczyłaś?
To prawda. Uczyłam go tego. Ale nie sądziłam, że zastosuje to tak wcześnie…
Nie mogłam usiedzieć spokojnie. Spakowałam się i wróciłam do Polski. Chciałam zrozumieć. Porozmawiać z Michałem, zobaczyć tę kobietę, która zdobyła jego serce. I tego chłopca, którego miałby wychowywać jak własnego.
Zasięgnęłam rad przyjaciółek. Jedna była po mojej stronie, druga nie widziała nic złego w takim związku – sama miała młodszego partnera. W końcu, zbierając się na odwagę, postanowiłam odwiedzić Natalię.
Otworzyła mi drzwi spokojna, delikatna kobieta. Miała w sobie ciepło i klasę. A z pokoju wybiegł chłopiec – jasnowłosy, z bystrym spojrzeniem i roześmianą buzią.
– Cześć! Jestem Artur! A ty jesteś moją babcią?
Uśmiechnęłam się. Dałam mu prezent – samochodziki. Malec oszalał z radości. I zanim się obejrzałam, siedziałam na podłodze, jeżdżąc po dywanie razem z Arturem. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Zapomniałam, po co właściwie przyszłam.
Natalia patrzyła na nas z boku. W jej oczach nie było ani strachu, ani chłodu. Tylko wdzięczność i odrobina nadziei.
Wyszłam stamtąd w całkiem innym nastroju. Zrozumiałam, że nie mogę oceniać kogoś wyłącznie przez pryzmat liczby lat czy przeszłości. Natalia była dobrą kobietą. A Artur? Już zdobył moje serce.
Dziś czekamy na narodziny wnuczki. Artur martwi się, że rodzice będą teraz bardziej kochać siostrzyczkę.
– Ale ty, babciu, będziesz mnie kochać najbardziej na świecie – powiedział pewnego dnia, tuląc się do mnie.
Takie słowa zostają z człowiekiem na zawsze.
I cieszę się, że posłuchałam serca, a nie uprzedzeń. Bo szczęście nie zna wieku, statusu ani schematów. Szczęście po prostu jest – kiedy potrafimy je dostrzec.